Wersja twojej przeglądarki jest przestarzała. Zalecamy zaktualizowanie przeglądarki do najnowszej wersji.

                                                                          

     Warto znać:  

     Kryminalna historia papiestwa (część I) 

 

     

        

 

 

 

 

 

 

 

QUO VADIS, SANCTA ECCLESIA? 

Ad Deum vel ad absurdum?

 

1. Priorytety polskiego Kościoła

 

2. Historia sporu o władzę w Kościele

 

Przez wieki bezkrytycznie twierdzono, że każda władza pochodzi od Boga. Niektórzy wynajdywali dowody tej tezy nawet w Biblii i Katechizmie Kościoła Katolickiego (Rz 13, 1; KKK 1899). Przekonanie to służy każdemu, kto chce usprawiedliwić i utwierdzić swoją władzę i u swych podwładnych wymusić bezwzględne posłuszeństwo. Teza ta jest z pewnością ulubionym mottem Władimira Putina, Aleksandra Łukaszenki, Baszara el-Asada i innych dyktatorów. Ale czy władza zdobyta siłą, w oparciu o kłamstwa i historyczne fałszerstwa może być legitymowana takim płytkim twierdzeniem? Wielu historyków i teologów próbowało zmierzyć się z kwestią władzy w Kościele, którą to w obecnym kształcie trudno pogodzić z przesłaniem Ewangelii. Wielu z nich uznało, że sprawa ta jest zbyt polityczna, aby mogła być solidnie opracowana. Dlatego najsłuszniejszą postawą okazał się dla nich dystans do instytucji, z którą mieli wcześniej wiele wspólnego, a która to okazała się zakłamana i w sobie sprzeczna, oraz indywidualne oddanie się lekturze Ewangelii, starożytnego pisma, które czytane z wiedzą i otwartością umysłu stawia czytelnika bezpośrednio przed obliczem Boga.

 

Spór o władze trwa w Kościele niemal od samego jego początku. Pisali o tym najwybitniejsi teolodzy, np. Hans Küng, który w Polsce stawiany jest w jednym szeregu z heretykami, w świecie natomiast ceniony jest jako postulator odnowy i oczyszczenia Kościoła[i].

Już w Ewangelii czytamy o dwóch braciach, którym zapobiegliwa matka chciała zagwarantować eksponowane pozycje przy boku Jezusa (Mt 20, 21). Przepychanki między Apostołami dotyczyły właśnie najczęściej władzy i tego, kto może ostatecznie decydować w kwestiach zasadniczych: ideologicznych i dyscyplinarnych. Rywalizacja ośrodków, w których żyli chrześcijanie to nieustanne udowadnianie sobie nawzajem, która gmina jest większa i zacniejsza, który przywódca gminy jest mądrzejszy i ważniejszy. Szkodą dla prawdziwej wspólnoty chrześcijan okazała się niepohamowana ekspansja siły i władzy przywódców najbogatszej gminy - Rzymu. Przeobrażenie chrześcijaństwa żydowskiego w chrześcijaństwo pogańskie bierze swój początek w dominacji Rzymu i jego praw. Myśl o apostolskiej „tradycji” i „sukcesji” narodziła się w Starym Mieście i ugruntowała się tam około 160 roku, kiedy to Piotrowi i Pawłowi zaczęto budować pierwsze pomniki, czyniąc ich filarami władzy w Kościele. Na próżno szukać w przekazie biblijnym wzmianki o prymacie Rzymu czy rzymskiej gminy. Nie ma jej również w żadnym tekście datowanym na dwa pierwsze stulecia. Żaden biskup Rzymu pierwszych dwóch stuleci nie odwoływał się do tzw. obietnicy Piotrowej, która to wypisana czarnymi, trzymetrowymi literami na złotym tle, zdobi dziś kopułę Bazyliki na Watykanie: „Ty jesteś Piotr i na tej skale wybuduje mój Kościół” (por. Mt 16, 18).

 

Dopiero w III wieku rzymski biskup Stefan (254-257) powołuje się na wspomnianą obietnicę w sporze z innymi gminami o to, czyja tradycja jest lepsza. Biskup Stefan nie omieszkuje zadrwić sobie przy tej okazji z afrykańskiego metropolity Cypriana, nazywając go pseudo-apostołem i pseudo-chrześcijaninem. Obietnica Piotrowa tak na dobre stała się instrumentem gruntującym władzę Rzymu dopiero po tzw. przełomie konstantyńskim - od drugiej połowy IV wieku. Jednak wschodnie chrześcijaństwo nigdy nie podjęło powszechnej na Zachodzie instrumentalizacji pozycji Piotra, ponieważ cytowany wyżej fragment Ewangelii jest tam po dzień dzisiejszy rozumiany jako osobiste wyznanie wiary Piotra a nie jako przypisany jego osobie jurydyczny autorytet, jako jakiś prymat w sprawach jurysdykcyjnych. Jeszcze za czasów cesarza Konstantyna nie było mowy o prymacie biskupa Rzymu, bowiem cesarz wciąż nosił tytuł „Pontifex maximus” („najwyższy Kapłan”) i ciągle posiadał w Kościele monopol w kwestii prawodawstwa („ius in sacris”). To on powołał pierwszy sobór ekumeniczny w Nicei (325), a biskup Rzymu nie odgrywał wówczas żadnej wiodącej roli, był jednym pośród wielu innych biskupów. Cesarz w pełnej wolności nadawał gminom chrześcijańskim osobowość prawną i czynił z biskupów zarządców administracji państwowej zwanych metropolitami. Rzymska polityka władzy „w imieniu apostoła Piotra” odniosła z czasem zwycięstwo. Do tej dziejowej tragedii przyczyniło się między innymi przeniesienie cesarskiej rezydencji z Rzymu do Konstantynopola, co stało się pretekstem do jednego z największych fałszerstw w dziejach Kościoła, tzw. darowizny Konstantyna, o której jeszcze będzie tu mowa. Hegemonię Kościoła rzymskiego spowodowała również bezzasadna władza cesarza nad Kościołem, która z czasem doprowadziła do wykreowania kościelnego konkurenta zdolnego rywalizować z cesarzem. Istniejące w Kościele tendencje centralistyczne były wspierane i potęgowane od momentu połączenia struktur państwowych z urzędem kościelnym, kiedy to zwykły biskup musiał uznać zwierzchność metropolity, a metropolita patriarchy. Rywalizacja między trzema patriarchatami (Rzym, Konstantynopol, Aleksandria) wzniecała w ich przywódcach żądzę władzy i wyostrzała smak dominacji. Ponadto filozoficzno-religijny monoteizm i polityczna monarchia podsycały w rzymskim Kościele monarchiczno-dyktatorskie skłonności. Przejęcie w Kościele cesarskich struktur organizacyjnych z centralną kancelarią i archiwum rejestrującym wszelką korespondencję nadało kierunek rozwoju kościelnej machinie. Nie bez znaczenia dla dominacji Rzymu był również fakt egzempcji kleru rzymskiego, zwolnienie go z podatków oraz stworzenie autonomicznego sądownictwa oderwanego od prawa cywilnego.

 

W takiej dziejowej konstelacji zrodziła się w IV i V wieku idea rzymskiego papiestwa, które za swój cel obrało rozciągnięcie władzy na całą ówczesną Europę, a następnie na cały Kościół. Postulaty związane z tą ideą, choć nie miały żadnego biblijnego podłoża, na przestrzeni kolejnych wieków znajdowały swe odzwierciedlenie w kościelnym prawie. Również papieski Rzym nie od razu zbudowano. Historycy mówią dziś o pięciu etapach kreowania i urzeczywistniania idei papiestwa, które pokrywają się z pięcioma pontyfikatami[ii].

 

Za czasów papieża Juliusza (337-352) Rzym stał się instancją apelacyjną. Zachodni synod w Serdica z 343 roku, który zwołał cesarz Konstans (320-350), pozwalał odwołanym biskupom składać apelacje do Rzymu. Przepis ten został niezwłocznie uznany przez Rzym jako uniwersalne prawo potwierdzone przez sobór w Nicei, które należało interpretować ekstensywnie.

 

Papież Damazy (366-384) chętnie i z przekonaniem odwoływał się do obietnicy Piotrowej z Nowego Testamentu w sposób jurydyczny interpretując i uzasadniając prymat i władzę biskupa Rzymu. Interesujące są okoliczności, w jakich dążył on do umocnienia swej władzy. Podczas burzliwego procesu wyborczego, w którym Damazy konkurował z Ursynem, późniejszym antypapieżem zesłanym do Kolonii, zginęło ponad 137 osób. Dzięki wsparciu rzymskiego prefekta udało się Damazemu przejąć tron Piotrowy, choć wielu oskarżało go o mord. Skuteczna interwencja bogatych przyjaciół Damazego uchroniła go jednak przed skazaniem. Damazy jako świadomy swej władzy biskup Rzymu, nazywany arystokratycznym gospodarzem i „łechtaczem kobiecych uszu”, miał wystarczająco dużo powodów, aby za wszelką cenę wzmocnić swój osłabiony moralnie i politycznie autorytet. Najlepszym sposobem na zakrycie swej niechlubnej historii okazało się ponowne zaakcentowanie i podkreślenie godności swej władzy jako następcy Piotra. Mówiąc o rzymskim Kościele Damazy używał pojęcia „stolica apostolska” wyrażając w ten sposób własne ambicje i podkreślając wyeksponowaną pozycję rzymskiego Kościoła, która według niego ma swe uzasadnienie z woli Bożej w uprzywilejowanej pozycji Piotra i Pawła. Nie dziwi więc, że nakazał on bogato ozdobić kościoły i groby Pawła, Piotra oraz rzymskich biskupów i męczenników. Zabiegi te miały na celu uświadomienie wszystkim, że prawdziwy Rzym to chrześcijański Rzym. W politykę tą wpisuje się zlecenie Hieronimowi, uczonemu z północnej Italii, przetłumaczenia Biblii na prostą i nowoczesną łacinę. W ten sposób powstało nowatorskie jak na owe czasy tłumaczenie starotestamentalnych fraz, które zostały wyrażone rzymskim prawniczym językiem pomijającym niuanse językowe  i mentalne różnice istniejące pomiędzy naturalnym środowiskiem tekstu oryginalnego a pogańską kulturą Rzymu. Błędy te zostaną później przejęte przez teologiczną, liturgiczną i jurydyczną tradycję Kościoła, które przez wieki będą bazować na Wulgacie. Starorzymska, mieszczańska i imperialna duma stopiła się w tym miejscu z powierzchownym chrześcijaństwem dając podwaliny dla kurialnej mentalności i urzędniczej dumy sług Kościoła.

 

Za panowania papieża Syrycjusza (384-399) imperialny styl rządzenia nabrał na sile. Syrycjusz jako pierwszy nazywa siebie „papieżem”, co z greckiego oznacza pieszczotliwie ojca („pappas” - „tatuś”). Początkowo chrześcijanie wszystkich gmin określali tym pojęciem własnego biskupa, z czasem określenie to zarezerwowano wyłącznie dla biskupa Rzymu. Pontyfikat Syrycjusza rozpoczyna ów proces monopolizacji tytułu, który pierwotnie należał do wszystkich biskupów i kapłanów[iii]. Ważniejsze okaże się jednak to, iż Syrycjusz wydając swoje dekrety określa je bezzasadnie „apostolskimi” i jako pierwszy przejmuje w całości urzędowy styl kancelarii cesarza. Niczym mianowany przez cesarza zarządca Rzymu udziela on odpowiedzi i wsparcia przez dekrety i odezwy („decreta” i „responsa”) skierowane do różnych Kościołów lokalnych. Ta praktyka zachowała się do dziś.

 

Papież Innocenty (401-417) wspiera zdecydowanie centralizm. Wydaje mnóstwo dekretów i wszystkie postanowienia synodów nakazuje przedkładać sobie do zatwierdzenia. Ponadto rozprzestrzenia historyczną fikcję, iż Ewangelia docierała do pozostałych zachodnich prowincji właśnie z Rzymu i dlatego wszystkie zachodnie Kościoły powinny przejmować liturgię rzymską. Świadomie pomijał on fakt, że w niedalekim Mediolanie od dawna praktykowana jest odmienna liturgia. Inną politykę liturgiczną reprezentowali Ambroży, Augustyn i później Grzegorz Wielki, ale najważniejszym celem rzymskich biskupów pozostawała konsekwentnie realizowana uniformizacja liturgii.

 

Za papieża Bonifacego (418-422) Rzym prezentuje się jako instancja apelacyjna dla innych kościołów nazywając się „szpicą apostolską” („apostolicum culmen”), co sprawia, iż wszystkie wyroki i decyzje Rzymu stają się nieodwołalne. Poza Rzymem nie może być odtąd innej instancji apelacyjnej i o Rzymie, pierwszej stolicy apostolskiej, nikt nie może wyrokować.

 

Wszystko to jednak było wyłącznie rzymskim postulatem i osobistą ambicją rzymskich biskupów. Wielki teolog żyjący w czasach wspomnianych papieży, Augustyn z Hippony, choć uchodził za oddanego Rzymowi sługę, nic nie wiedział i nigdzie nie wspomniał o jurysdykcyjnym prymacie Piotra. Fundamentem Kościoła jest według Augustyna Chrystus i wiara w Niego, a nie Piotr jako osoba, a tym bardziej nie jego następcy. Przekonanie to potwierdza również młody Józef Ratzinger, który w swojej pracy doktorskiej poświęconej Augustynowi pisał[iv]: jeśli Kościół został zbudowany na Piotrze, to nie na jego osobie, ale na jego wierze. Fundamentem Kościoła jest Chrystus. Piotrowi nie zostało bowiem powiedziane: ty jesteś skała, lecz ty jesteś Piotr. Skałą był Chrystus, zdanie wypowiedziane do Piotra  pokazuje, że przyjęty w wierze Chrystus jest prawdziwym kamieniem węgielnym Kościoła. Dla Augustyna najwyższym autorytetem Kościoła nie jest rzymski biskup, lecz jak dla całego chrześcijańskiego Wschodu ekumeniczny sobór. Na Wschodzie nikt nie brał poważnie roszczeń i chorych ambicji Rzymu. Jako najwyższy autorytet postrzegany był tam obok cesarza nie papież, lecz uniwersalny i ekumeniczny sobór, który mógł być zwoływany tylko przez cesarza, i któremu powinien się podporządkować również biskup Rzymu.

 

Czytając dekrety pierwszego soboru ekumenicznego w Nicei (325) łatwo można dostrzec, że Rzym podobnie jak inne, stare i wielkie siedziby biskupie (Aleksandria, Antiochia, Jerozolima) cieszył się szczególnymi przywilejami, ale nie wyróżniał się na tle pozostałych Kościołów żadnym prymatem[v]. Polaryzacja ta nabrała rozmachu po roku 380, kiedy to cesarz Teodozjusz (379-392) wydał dekret ogłaszający chrześcijaństwo religią państwową i ogłosił biskupów Rzymu i Aleksandrii miarodajnymi autorytetami określającymi ortodoksyjną wiarę w konfrontacji z arianizmem. Dodatkowe napięcie spowodował zapis drugiego soboru ekumenicznego w Konstantynopolu (381), który biskupowi Nowego Rzymu (Konstantynopola, nowej siedziby cesarza) nadaje drugą rangę po Starym Rzymie. Sobór równocześnie zabrania wszystkim biskupom mieszania się w sprawy innych diecezji. Decyzja ta jednak nie powstrzymała rzymskiego synodu, zwołanego przez biskupa Rzymu Damazego w 382 roku, od wydania oświadczenia, iż Kościół rzymski nie został założony przez synodalne dekrety, ale przez apostołów Piotra i Pawła. Rzymski Kościół ma więc pochodzenie z nieomylnej woli Bożej, co powinno rezultować twierdzeniem: Kościół rzymski posiada prymat. Podobnie działo się na trzecim ekumenicznym soborze w Efezie (431), gdzie trzyosobowa delegacja Rzymu próbowała przekonać wszystkich, że Piotr jest głową Apostołów a obecny papież Celestyn (422-432) jego następcą. Słowa te jednak nie spotkały się z wielkim zainteresowaniem i nie pozostawiły po sobie żadnego echa. Archiwa watykańskie skrywały jednak pieczołowicie te pierwotnie teoretyczne opinie, aby w przyszłych czasach mieć do czego się odwołać. Wszelkie starania biskupów Rzymu z IV i V wieku, mające na celu uzasadnienie w oparciu o obietnicę Piotrową rzymskiej, rzekomo chcianej przez Boga jurysdykcji, kończyły się niepowodzeniem. Papiestwo jako źródło, początek czy głowa chrześcijaństwa było przez długi czas jedynie rzymskim pobożnym życzeniem.

 

Ambicje biskupa Rzymu często prowadziły do konfliktów z innymi biskupami, a nawet do rywalizacji między papieżem i soborem. Tak też działo się za pontyfikatu Leona Wielkiego (440-461), który okazał się wielkim człowiekiem, solidnym teologiem i jurystą, wyśmienitym duszpasterzem i kaznodzieją, ale również skutecznym manipulatorem. Ten wielki biskup potrafił z różnych, rozpowszechnionych w IV wieku propagandowych elementów stworzyć klasyczną syntezę idei rzymskiego prymatu. Dzięki jasnemu umysłowi, wyśmienitej wiedzy teologicznej oraz precyzyjnemu językowi prawa, zadbał on o swoje interesy i swoją pozycję, przygotowując odpowiednie biblijne, historyczne i prawne argumenty, które miały uzasadniać prymat Piotra i przez to prymat biskupa Rzymu[vi]. Biblijny argument odnosił się ponownie do obietnicy danej Piotrowi, która to była rozumiana jurydycznie jako „pełnia władzy” („plenitudo potestatis”) dana Piotrowi do kierowania całego Kościoła Chrystusowego. Władzę tę miał Piotr przekazywać swoim następcom. Leon przywoływał w tym miejscu argument historyczny, którym miał być list papieża Klemensa (91-101) do brata Pańskiego Jakuba w Jerozolimie. Według tego listu Piotr miał jako ostatnią wolę przekazać władzę łączenia i rozwiązywania („solvere” i „ligare”) Klemensowi i w ten sposób uczynić go swoim prawowitym następcą, wyłączając wszystkich innych biskupów. Dzisiaj jednak wiadomo, iż list ten jest jednym z wielu fałszerstw końca II stulecia, który z języka greckiego na łacinę został przetłumaczony na przełomie IV i V wieku. Od teraz będzie on jednak stałym argumentem usprawiedliwiającym rzymskie ambicje. Do tego dochodzi prawny argument, który dokładnie określa pozycję następcy Piotra w oparciu o rzymskie prawo dziedziczenia. Spadkiem Piotra staje się sukcesja biskupa Rzymu, który nie dziedziczy od Piotra osobistych właściwości i zasług (subiektywnie papież jest „niegodnym dziedzicem”), ale daną mu przez Chrystusa urzędową władzę i funkcję (obiektywnie jest quasi apostołem, „apostolicus”). Tak więc nawet niegodny następca Piotra – a takich będzie wielu – pozostaje prawnym następcą i wydane przez niego dekrety są ważne niezależnie od kwalifikacji moralnych jego osoby. W ten sposób zostaje uzasadniony nowy urząd, który rozpoczyna się z chwilą przyjęcia wyboru, nawet jeśli wybrany jest osobą świecką. W myśl tej tezy Leon jest przekonany, że Piotr osobiście przez niego działa i a nawet przemawia. Leon uzasadnia w ten sposób prymat Kościoła zachodniego wykorzystując do tego również polityczne wsparcie cesarza. W roku 445 przekonuje on cesarza Walentyniana III (419-455) do wydania edyktu, który nadaje Rzymowi prawne pierwszeństwo w każdej formie. Leon dzięki temu postanowieniu może być uznawany za teoretycznego i praktycznego „papieża”.

 

Edykt Walentyniana nie miał jednak żadnego znaczenia na Wschodzie. Na soborze w Chalcedonie (451) propozycja Leona zyskała aplauz w kwestii chrystologicznego sporu o dwóch naturach Chrystusa, ale ambicje legatów rzymskich na przewodniczenie zgromadzeniu zostały jednoznacznie wyparte przez cesarską delegację przybyłą z Konstantynopola. Nawet pismo Leona na sobór poddane zostało skrupulatnej kontroli badającej zgodność z ortodoksją, choć Leon wyraźnie się temu sprzeciwiał. Nikt na soborze nie myślał o tym, aby zagrożonemu politycznie i wstrząśniętemu gospodarczo Rzymowi i jego biskupowi nadawać jakieś szczególne prawa czy eksponowaną pozycję wobec innych Kościołów. Nie wiele pomogło też Leonowi, iż jako pierwszy biskup przywłaszczył sobie tytuł pogańskiego arcykapłana - „Pontifex maximus” i powołując się na obietnicę Piotra domagał się posłuszeństwa Kościołów wschodnich oraz podporządkowania sobie ekumenicznego soboru. Stało się całkiem odwrotnie. Sobór w 17 kanonie uzależnia pozycję kościelną danego miasta od jego cywilnego statusu. A w kanonie 28 przyznaje konsekwentnie Konstantynopolowi (Nowemu Rzymowi) tę samą rangę jaką posiadała stara stolica cesarstwa, Rzym. Na daremnie protestowali rzymscy delegaci. Bez echa pozostały też sprzeciwy Leona, który na próżno protestował przeciw ogłoszeniu przez ojców soborowych cesarza Markiana (450-457) „nowym Konstantynem” oraz „królem i kapłanem”. Długo zwlekał Leon z uznaniem postanowień soboru w Chalcedonie (do 453 roku) pomagając w ten sposób przeciwnikom formuły o dwóch naturach Chrystusa w Palestynie i Egipcie, gdzie sprzeciw i wściekłość ludu wobec nowej chrystologicznej definicji były tak wielkie, iż doprowadziły do rozerwania na kawałki wybranego na soborze w Chalcedonie patriarchy Aleksandrii Proteriusza (451-457).

 

Koniec V wieku stanowi punkt kulminacyjny rzymskich aspiracji do najwyższej władzy w Kościele, które to w sposób szczególnie widoczny stają się za pontyfikatu Gelazjusza I (492-496). Papież ten już jako wpływowy sekretarz swojego poprzednika Feliksa III (483-492) uzurpował sobie władzę do odwoływania biskupów i udzielania im ekskomuniki, jak to miało miejsce w 484 roku wobec bizantyjskiego patriarchy Akakiosa (472-489). Gelazjusz urzędował jako papież za panowania ariańskiego króla Wizygotów Teoderyka (418-451). Był więc całkowicie niezależny od Bizancjum. Bezkarnie mógł odrzucać cesarskie ingerencje w sprawach nauki wiary i rozwijać nieograniczoną, zupełnie niezależną od cesarza, kapłańską władzę nad całym zachodnim Kościołem. Zgodnie z jego koncepcją wytworzył się z czasem schemat dwuwładzy w jednej społeczności: cesarz jako światowy (świecki) autorytet i papież jako kapłański (duchowy) autorytet, przy czym autorytet duchowy stoi ponad świeckim.

 

 

3. Od fałszerstwa do pełni władzy 

 

Znawcy historii są dzisiaj pewni, że od V wieku mnożyły się liczne fałszerstwa wspierające rzymski i papieski prestiż. Obok licznych sfałszowanych akt męczenników powstawały liczne falsyfikacje akt synodalnych, które często wykorzystywano do celów politycznych. Jednym z najważniejszych fałszerstw o dużym znaczeniu politycznym była legenda o papieżu Sylwestrze I (314-335)[vii], która powstała w latach 480-490 spod nieznanego pióra. Treść jej ma na celu umocnienie pozycji rzymskiego biskupa: Konstantyn, wielki prześladowca chrześcijan, zakażony trądem udał się do papieża Sylwestra i został przez niego nie tylko uleczony, ale również nawrócony i ochrzczony. Cesarz, który zamierzał przenieść swoją siedzibę z Rzymu do Konstantynopola, zrzucił swoje cesarskie szaty i insygnia a następnie padł na twarz przed papieżem, zaczął czynić pokutę i po tym jak papież odpuścił mu grzechy dokonał z jego błogosławieństwem przeprowadzki swego dworu do Konstantynopola. Puenta tej legendy brzmi, iż to dzięki łasce rzymskiego biskupa, Konstantynopol, arcywróg Rzymu, siedziba cesarza i miejsce wielu soborów, dostąpił nobilitacji i zyskał na znaczeniu. Legenda ta powielana i często opowiadana w średniowieczu stała się bodźcem do stworzenia największego i najbardziej bogatego w skutki fałszerstwa w dziejach Kościoła: tzw. donacji Konstantyna („Donatio” lub „Constitutum Constantini”)[viii]. „Historia” ta opowiada o tym, iż cesarz przed odjazdem do Konstantynopola oddał papieżowi Sylwestrowi nie tylko prawo do noszenia cesarskich insygniów i strojów (purpury), lecz również do tego, aby tytuły i porządek hierarchiczny cesarskiego dworu przenieść do struktur papieskiej kurii wraz z prawem do mianowania konsuli i patrycjuszy. Cesarz miał przekazać papieżowi całe miasto Rzym, wszystkie prowincje, miejscowości, miasta Italii i wszystkich zachodnich regionów, dając mu pozycję podobną rangą do samego cesarza. Konstantyn miał w końcu udzielić rzymskiej stolicy prymat nad wszystkimi innymi Kościołami, szczególnie nad Antiochią, Aleksandrią, Konstantynopolem i Jerozolimą. Fałszerstwo to powstało w kręgach papieskich polityków, którzy chcieli „historycznie” usprawiedliwić niezależność Rzymu od Bizancjum oraz założenie państwa kościelnego. W XV wieku niejaki Lorenzo Valla udowodnił nieprawdziwość „donacji konstantyńskiej” oraz pochodzących z przełomu V i VI wieku pism Areopagity i Dionizego, ucznia Pawła[ix]. Dionizy wprowadził do dysputy o Kościele niebiblijne pojęcie „hierarchii” („święty porządek”) uzasadniając ją spekulatywnie jako odbicie niebiańskiej hierarchii, określając przy tym biskupa jako nosiciela mistycznych sił.

 

Z VI wieku pochodzą również fałszerstwa z otoczenia papieża Symmachusa (498-514), drugiego następcy Gelazjusza - tzw. „symmachiańskie falsyfikacje”. Były to sfabrykowane akta soboru w Sinuessa z 303 roku, który nigdy się nie odbył. W aktach tych można było przeczytać: „Prima sedes a nemine iudicatur” – „Pierwsza stolica nie jest przez nikogo sądzona”. Papież według tego fałszerstwa nie może być sądzony, ponieważ jest najwyższym autorytetem. Nawet cesarz nie ma władzy nad nim[x].

 

Historia papiestwa mimo tych zakłamań i rażąco niepohamowanych aspiracji papieży do jurysdykcyjnego prymatu odznacza na swych kartach procesy sądowe nad papieżami, które miały miejsce jeszcze w XV wieku. Procesy te pokazują, iż owo zdanie o niemożności sądzenia papieża nie znajdowało powszechnego uznania i nie blokowało procedur osądzania a nawet odwoływania papieży[xi]. Praktyką pozostawała również sentencja dymisjonowania papieży przez biorących udział w jego wyborze przedstawicieli kleru, ludu Rzymu oraz cesarza, szczególnie w przypadku herezji albo bezpodstawnego przywłaszczenia sobie urzędu.

 

Mimo iż pretensje Rzymu i rzeczywistość zmierzały w odmiennych kierunkach, to jednak proces przekształcania się wspólnoty Kościoła w samodzielną strukturę o charakterze monarchicznym postępował w gwałtownym tempie. Teologowie będący na usługach biskupów Rzymu (np. Augustyn) przygotowali teologiczny fundament, który wraz z kościelno-politycznymi manipulacjami papieży, stały się podstawą do budowania struktur Kościoła scentralizowanego na Rzymie i władzy papieża. W przeciwieństwie do wschodnio-rzymskiej tezy o cesarzu jako protektorze i prawodawcy również w Kościele, rozwijała się - wspierana przez augustyńską naukę o dwóch królestwach - doktryna Gelazjusza o dwóch władzach, podrzędnej świeckiej i nadrzędnej duchowej. Doktryna ta oddzielała wszystkich duchownych od świeckiego porządku, stawiała ich ponad prawem świeckim (egzempcja kleru) oraz podporządkowywała najwyższemu autorytetowi i absolutystycznej władzy papieża. Tutaj należy upatrywać przyczyn patologii współczesnego Kościoła, który oderwany od świeckiego prawodawstwa i obiektywnego wymiaru sprawiedliwości chroni w swoich szeregach przestępców różnej maści.

 

Szerząca się dominacja papiestwa była na Wschodzie kością niezgody i pretekstem do sprzeciwu. Z wyrzutem zadawano tam pytania: jak rzymski biskup, zwykły i omylny człowiek, zwyczajny następca Piotra, może identyfikować się w mistyczny sposób z Apostołem? Uważano to za arogancję oraz niestosowne przywłaszczenie sobie przez pojedynczego biskupa władzy i osobistej wiarygodności Piotra. Całkowicie nie do zaakceptowania było na Wschodzie to, że z apostolskiej władzy Piotra poprzez wyrafinowaną kombinację teologicznych, rzekomo historycznych i jurydycznych argumentów, wyprowadzano prawne konsekwencje wzmacniające uzurpatorską władzę papieża. Do dzisiaj prymat Rzymu pozostaje nierozwiązaną kwestią pomiędzy Kościołami Wchodu i Zachodu. Po obu stronach dominują niebiblijne pojęcia „hierarchia” i „urząd”, które niosą ze sobą odbiegające od przesłania Ewangelii asocjacje zwierzchności i poddaństwa, władzy i służalczości, urzędowości i zależności, wyższej i niższej godności. Tymczasem pojęciem na wskroś ewangelicznym pozostaje „służba” („diakonia”), które choć często używane przez hierarchów nie mają z ich postawą nic wspólnego. Niektórzy purpuraci powtarzają jak mantrę słowa, iż Kościoła nie można się bać, bo Kościół służy człowiekowi, jednak ich ukrytym przesłaniem jest teza, iż człowieka nie można się lękać, bo on, czy tego chce czy nie, musi służyć hierarchii i Kościołowi. Ewangelia uczy jednak, że największy ma być sługą wszystkich. I nie wystarczy tu przywłaszczenie sobie tytułu „servus servorum dei” („sługa sług Bożych”) przy równoczesnym wzmacnianiu swojej dominacji nad innymi przy użyciu ukrytych środków i metod. Zachęta Jezusa do służby nie uzasadnia żadnego kościelnego urzędu, który nie różniąc się niczym od świeckiej władzy uciska prostych wiernych i każe im się adorować jak urząd króla i władcy: „«Królowie narodów panują nad nimi, a ich władcy przyjmują nazwę dobroczyńców. Wy zaś nie tak [macie postępować]. Lecz największy między wami niech będzie jak najmłodszy, a przełożony jak sługa!“ (Łk 22, 25-26).

 

Papieska wizja Kościoła była inna niż ta z Ewangelii. Władca rzymskiego Kościoła zapragnął własnego państwa, które po wielu intrygach powstało w 756 roku jako tzw. darowizna Pepina Krótkiego, króla Franków (751-768) i trwało do roku 1870, kiedy to w oparciu o referendum zostało rozwiązane i przyłączone do Królestwa Italii. Od 1929 roku kontynuatorem Państwa Kościelnego jest Państwo Watykańskie rządzone przez papieża i jego świtę.

 

Niecałe sto lat po powstaniu Państwa Kościelnego papieżem został Mikołaj I (858-867), który po politycznej klęsce Karolingów sprawował kościelne rządy jako świadomy swego prymatu monarcha. Jako pierwszy zaczął on karać anatemami (wyłączeniem z Kościoła) wszystkich odrzucających papieskie decyzje. Za wszelką cenę chciał przekuć na praktykę teorię o piotrowym prymacie na płaszczyźnie społeczno-politycznej. Kościoły lokalne zostały zdominowane przez rzymską, scentralizowaną administrację, a biskupi, patriarchowie, królowie a nawet cesarz zaczęli być traktowani jako zarządcy będący pod rozkazami papieża. Za każdy sprzeciw groziła anatema lub zrzucenie z urzędu, jak np. w przypadku arcybiskupów Trewiru i Kolonii, którzy wbrew papieżowi zechcieli poprzeć króla w sprawach małżeńskich. Papież Mikołaj posłużył się nie tylko sfałszowanymi dokumentami zawierającymi tzw. darowiznę konstantyńską, ale również o wiele bardziej zafałszowane Dekretalia pseudo-izydoriańskie[xii]. Dekretalia te to zbiór ponad 700 stronic, ciasno zadrukowanych, zawierających papieskie dekrety, akta synodalne i spis frankońskich praw wraz z darowizną konstantyńską. Dokumenty te zaczynają się spreparowanym listem Klemensa do Jakuba, brata Pańskiego - o wiele bardziej rozbudowanym niż w wiekach wcześniejszych. 115 tekstów tego zbioru było wówczas podawanych jako dokumenty rzymskiego biskupa z pierwszego stulecia, chociaż zostały napisane na terenie Francji kilka lat przed użyciem ich przez papieża Mikołaja. Do tego dochodziło 125 autentycznych pism z późniejszymi interpolacjami i zmianami, które zostały sfabrykowane przez wielu wybitnych fałszerzy znających się na opisywanej materii. Celem tych fałszerstw było umocnienie pozycji biskupów wobec arcybiskupów, patriarchów oraz synodów prowincjalnych, a także wobec króla i wielkich tego świata. W pismach tych po raz pierwszy manifestuje się frankoński episkopalizm, który odgrywał dużą rolę w całym średniowieczu. Głównym argumentem był rzekomy fakt, iż antyczny Kościół był rządzony w każdym szczególe poprzez dekrety biskupów Rzymu. Największym beneficjentem tych fałszerstw okazało się papiestwo, które w czasie powstawania wspomnianych dokumentów było słabe i nie mogło być postrzegane jako wróg episkopalizmu. To, co dla fałszerzy było środkiem do celu – wywyższenie władzy papieża jako „caput totius orbis” – stanie się później dla papiestwa celem, który uświęci wiele środków. Strategia fałszerstw polegała na tym, iż przypadające frankońskim królom prawo do zwoływania i przeprowadzania synodu, przypisano wyłącznie papieżowi. Oskarżani o różne nadużycia biskupi mogli według tych pism odwoływać się do papieża, który miał rozstrzygać we wszystkich sprawach, również w tych najważniejszych („causae maiores”). Każde prawo państwowe, które stało w sprzeczności do kanonów i dekretów papieskich miały być uważane za nieważne.

 

Pisma pseudo-izydoriańskie rozprzestrzeniły się bardzo szybko w zachodniej Europie. Przez stulecia uważano je za prawdziwe. Dopiero Mikołaj z Kues i wspomniany wyżej Lorenzo Valla zakwestionowali prawdziwość tych pism. Podobnie uczynili teolodzy reformacji z Davidem Blondelem na czele, którzy sięgając po prawdziwe źródła historii oskarżali fałszerzy i papieży za te kryminalne działania. Natychmiast znaleźli się wierni papieżowi teolodzy i historycy, którzy nieudolnie próbowali tłumaczyć fałszerstwa „duchem czasu”, który miał wymagać takich zabiegów[xiii]. Fałszerstwa stały według nich na służbie sprawiedliwości i porządku zbawienia, krótko mówiąc służyły niebu. Próba historyzacji fałszerstw podejmowana przez katolickich teologów i historyków polegała również na tym, iż przypominano papieży (np. Innocentego III), którzy nakazywali przeciwdziałać fałszerstwom i zabraniali usprawiedliwiać kłamstwa pod płaszczykiem świętości pism. Zadziwiające jest jednak to, że takie działania dotyczyły wyłącznie tych fałszerstw, które nie miały żadnego znaczenia dla władzy i autorytetu papieża. Dziwne jest też to, że nawet po ujawnieniu przez cesarza Ottona III fałszerstwa o darowiźnie Konstantyna i unieważnieniu wszystkich dekretów bazujących na tym kłamstwie, papież i jego kuria nie wyciągnęli żadnych wniosków i konsekwencji. Zasada Kościoła zdaje się być niezmienna po dziś dzień: głoszenie „ustanowionej przez Boga prawdy” wszelkimi sposobami, nawet przy pomocy kłamstw i fałszerstw, jest wyższą koniecznością. Jest to smutna rzeczywistość kościelnego świata, w którym teologia i nauka stają się narzędziem do ochrony i utwierdzania zakłamanych struktur i niemoralnego systemu. W myśl tej praktyki każda fikcja staje się faktem, jeśli została uznana przez Kościół. Każde kłamstwo jest prawdą, jeśli popełniono je w imieniu lub dla dobra Kościoła, a wszystko to zgodnie z kanonizowaną przez Kościół zasadą, że środki uświęcają cel, a każdy wierzący musi mieć w sobie pewien wewnętrzny obszar, w którym nie ma miejsca na racjonalność. Według tej apologetyki można usprawiedliwić najbardziej okrutne kłamstwa i przestępstwa w historii, jeśli były one popełnione w imię nie dającej się racjonalnie uzasadnić rzeczywistości[xiv].

 

Fałszerstwa z IX wieku miały decydujący wpływ na uformowanie się struktur Kościoła, który znamy dzisiaj. Stąd uzasadniona staje się teza, iż uzdrowienie Kościoła może odbyć się jedynie przez zburzenie wszystkiego, co zostało wybudowane na kłamstwie, a następnie poprzez ponowne wzniesienie gmachu wspólnoty kościelnej, która pomieści wszystkie tradycje chrześcijańskie oparte na Ewangelii. Fałszerstwa nadawały władzy papieskiej aurę antyczności i wrażenie, iż Bóg tak chce, były jednak narzędziem niemoralnym i służyły niemoralnej idei władzy papiestwa. Rozłam chrześcijaństwa z przełomu XI i XII wieku bazował właśnie na tych zakłamaniach i jedynie przez odwołanie tych kłamstw może zostać zażegnany. Najważniejsze dokumenty, do których odwołuje się Kościół (Katechizm Kościoła Katolickiego, Codex Iuris Canonici) tracą w perspektywie falsyfikacji swoją wiarygodność i skuteczność, ponieważ nie opierają się one na Nowym Testamencie czy starej tradycji Kościoła, ale właśnie na sfałszowanych pismach i chorych ambicjach papieży, które z czasem były legalizowane i podawane wiernym. Wiele praw kościelnych opiera się na fałszywych aktach, np. prawo papieża do zwoływania soboru jeszcze do drugiego soboru watykańskiego było uzasadniane sześcioma tekstami: trzema pochodzącymi z pseudo-izydoriańskich fałszerstw i trzema, które z nich zostały bezpośrednio wyprowadzone[xv].

 

Reasumując należy wysunąć otrzeźwiający wniosek: symmachiańskie fałszerstwa były podstawą do spreparowania akt tzw. darowizny Konstantyna, a oba te falsyfikacje stały się źródłem trzeciego i największego zakłamania, tzw. akt pseudo-izydoriańskich. Wszystkie razem tworzą sfabrykowaną, prawną bazę dla przyszłej romanizacji Kocioła Zachodniego oraz do ekskomuniki Kościoła Wschodniego. Ponadto przyczyniają się do powstania na Zachodzie wspólnych struktur myślowych, które noszą znamiona nie tyle teologiczne, co raczej jurydyczne: zamiast rozwijać pierwotne pierwiastki chrześcijańskie, kształtowały one średniowieczno-papieską mentalność, przez co lansowały rzymskość zaniedbując katolickość. Europę stanowił w tamtym czasie łaciński Zachód, który był zbudowany na rzymskim prawie i łacińskiej kulturze. Europa nie była więc wyłącznie geograficznym obszarem, ale również mentalną rzeczywistością, stworzoną przez papiestwo. Wszystkie tereny i kraje, gdzie nie przyjmowano papieskiego chrześcijaństwa, uważane były za nieeuropejskie i heretyckie[xvi]. Zepsucie hierarchów i papiestwa doprowadziło do ambicjonalnej kolizji Zachodu ze Wschodem, którą zaczęto tłumaczyć rzekomymi różnicami teologicznymi i pobożnościowymi. Również w tym miejscu okazało się, iż instrumentalizacja Ewangelii oraz powtarzane kłamstwa mogą być skutecznymi narzędziami do duchowo-intelektualnego zniewolenia ludzi i narodów. Teologia stała się maszynką do tworzenia ideologii cementującej system i struktury korporacyjnej zależności, przez co straciła charakter naukowości i bliskości Boga. Sama metoda teologizowania polegająca na stawianiu wygodnych tez a następnie na konsekwentnym uzasadnianiu ich przy pomocy Biblii i tzw. tradycji, wskazywała na szamańską naturę kościelnej „naukowości”. Wszystko to miało jeden cel: stworzenie nowego porządku świata.

 
                                                                                                            czytaj dalej


[i] H. Küng, Das Christentum. Die religiöse Situation der Zeit, München 2005, 364-381.

[ii] W. Ullmann, Kurze Geschichte des Papstums im Mittelalter, Berlin 1978; C. Mirbt, K. Aland, Quellen zur Geschichte des Papstums und des römischen Katholizismus, Tübingen 1967.

[iii] Y. Congar, Titel, welche für den Papst verwendet werden, w: Concilium 11 (1975), 538-544.

[iv] J. Ratzinger, Volk und Haus Gottes in Augustins Lehre von der Kirche, München 1954, 180.

[v] J. Albergio, Conciliorum oecumenicorum decreta, Freiburg 1962, 8.

[vi] P. Stockmeier, Leo I. der Große, w: M. Greschat, Das Papstum I: Von den Anfängen bis zu den Päpsten in Avignon, Stuttgart 1985, 56-69.

[vii] E. Caspar, Geschichte des Papstums von den Anfängen bis zur Höhe der Weltherrschaft, Tübingen 1930, 115-130.

[viii] H. Fuhrmann, Das Constitutum Constantini (Konstantinische Schenkung), Hannover 1968.

[ix] L. Valla, De falso credita et ementita Constantini donatione, w: W. Setz, Übersetzung aus der Reformationszeit, Basel 1981; W. Setz, Lorenzo Vallas Schrift gegen die Konstantinische Schenkung. Zur Interpretation und Wirkungsgeschichte, Tübingen 1975.

[x] E. Caspar, Geschichte des Papstums, Tübingen 1933, 107-110.

[xi] H. Zimmermann, Papstabsetzungen des Mittelalters, Graz-Wien-Köln: Böhlau 1968, 5.

[xii] P. Hinschius, Decretales Pseudo-Isidorianae et Capitula Angilramni, Leipzig 1863.

[xiii] H. Fuhrmann, Einladung ins Mittelalter, München 1988, 200n.

[xiv] W. Speyer, Die literarische Fälschung im heidnischen und christlichen Altertum. Ein  Versuch ihrer Deutung, München 1971, 312.

[xv] H. Furmann, Einladung ins Mittelalter, München 1988, 196.

[xvi] W. Ullmann, Kurze Geschichte des Papstum im Mittelalter, Berlin 1978, 100n.

Polityka cookies

Ten serwis korzysta z plików cookies do przechowywania informacji na twoim komputerze.

Czy akceptujesz?